
Lipsk nie sprzeda Timo Wernera
Niejeden klub świata zaciera ręce, patrząc na bogactwo ciekawych grajków, którzy reprezentują obecnie barwy RB Lipska. Liverpool już zaklepał sobie transfer Naby'ego Keity, ale nie jest on jedynym fajnym piłkarzem grającym dla drużyny Red Bulla. Wielu chciałoby ściągnąć do siebie także Timo Wernera, ale dyrektor generalny RasenBallsportu Oliver Mintzlaff jasno powiedział, że nie mają zamiaru go oddawać.
Zresztą lipski CEO wypowiedział się także na temat zastępstwa Naby'ego Keity i odejścia trenera Ralpha Hasenhüttla do Bayernu czy Borussii i wyraźne przekazał wszystkim, że Lipsk to nie jest klub przejściowy. Co prawda jeśli ktoś zarzuciłby ofertą koło stówki, to niewykluczone, że wówczas zaczęliby się zastanawiać nad oddaniem takiego Wernera, ale to wszystko jest na razie gdybanie, tym bardziej że jak każdy doskonale wie, RB na brak kasy akurat narzekać nie może. Co do samego niemieckiego napastnika, który ma dopiero 21 lat, to gra on w drużynie Byków od czerwca 2016 roku i z czystym sumieniem można powiedzieć, że w ich barwach stał się najlepszym napastnikiem, jakiego Niemcy posiadają. Co prawda wydaje mi się, że Transfermarkt poleciał trochę z wyceną, dając mu aż 60 mln euro, ale faktem jest, że Werner jest bezsprzeczną gwiazdą Bundesligi. Dla Lipska zagrał na razie w 55 meczach, zdobył 33 gole i 10 asyst.
Timo jest dla nas bardzo ważnym graczem, jest twarzą klubu. Zrobił z nami duży krok do przodu i planujemy z nim przyszłość na dłuższą metę. Wszystko inne jest dzisiaj nie do wyobrażenia. Ani Timo nie chce odejść, ani nie ma żadnej niewiarygodnej i niemoralnej oferty, nad którą moglibyśmy się zastanowić.
Ralph (Hasenhüttl - red.) ma z nami kontrakt do 2019 roku. Krótko przed Bożym Narodzeniem umówiliśmy się z nim, że na wiosnę porozmawiamy o przyszłości. Chodzi także o to, aby wejść na kolejny poziom rozwoju. [...] Wciąż nie ma na nas żadnej presji i nie pozwalamy, aby ją na nas wywierano. I przy okazji: do tej pory ani Bayern, ani Dortmund się do nas nie zgłosiły.
Z pewnością nie możemy zamykać się na rynku transferowym. Będziemy zadowoleni z tego, jeśli poszczególni zawodnicy dobrze zaprezentują się na Mistrzostwach Świata, ale umowa to umowa. Nie jesteśmy i nie będziemy klubem sprzedającym. Chcemy utrzymać naszych czołowych graczy, a w perspektywie średnioterminowej dążymy do tego, aby znaleźć się wśród czołowych drużyn w Niemczech. Poradzimy też sobie z odejściem Naby'ego Keity i zastąpimy go wysokiej jakości zmiennikiem, najprawdopodobniej z naszych własnych szeregów.
Co do tych ich własnych szeregów to jest to całkiem zabawna sprawa, dlatego że wszyscy dookoła gadają o tym, jak to Lipsk świetnie wychowuje młodych piłkarzy, jak to buduje rdzeń drużyny wokół takich zawodników i tak dalej, i tak dalej, podczas gdy fakty są takie, że w tym sezonie jako jedyny zespół Bundesligi nie wystawili choćby na minutę ani jednego swojego wychowanka! Statystyka ta wygląda druzgocząco, ale trzeba pamiętać o tym, że RB to nie tylko Lipsk, ale także Salzburg, który to przecież określa się mianem poligonu doświadczalnego wicemistrza Niemiec. Kierunek Salzburg -> Lipsk to normalna sprawa i prawda jest taka, że to właśnie tam wychowują się zawodnicy ekipy z niemieckiej Bundesligi.
We Freiburgu wychowankowie łapią najwięcej minut, co nie może dziwić. Lipsk sobie wychowuje piłkarzy w Salzburgu i Lieferingu. W ich przypadku trzeba będzie poczekać na prawdziwych wychowanków. Na razie w akademii mają dużą rotacje piłkarzy. #BundesTAK https://t.co/43LdQagLHZ
— Michał Serafin (@serafin_michael) 2 stycznia 2018