
Żegnaj, klątwo!
W momencie, gdy większość z Was przyglądała się zmaganiom polskich klubów w eliminacjach do Ligi Europy, istnieją państwa nieprzejmujące się jakimiś tam eliminacjami. Do grona tych państw należy między innymi Hiszpania, w której rozgrywano czwartą kolejkę LaLiga. Nie zapominamy jednak o tym, że obecny kalendarz rozgrywek stoi na głowie i przez to Ronald Koeman dopiero po raz drugi prowadził FC Barcelonę w meczu ligowym. Holender stanął przed nie lada wyzwaniem, bo musiał przełamać złą passę wyjazdów do Vigo. Koeman musi mieć jednak w swoim asortymencie czarodziejką różdżkę, bo prowadzona przez niego Barcelona wygrała 3:0 i tym samym zdjęła wiszącą klątwę nad stadionem Celty.
Mecze Serie A, LaLiga oraz innych najlepszych lig pełnoletni widzowie mogą oglądać i obstawiać na stronie sponsora portalu, Betclic.pl. SPRAWDŹ TUTAJ!
MATERIAŁY PROMOCYJNE PARTNERA | W grach hazardowych mogą uczestniczyć wyłącznie osoby, które ukończyły 18 lat. Udział w nielegalnych grach hazardowych jest przestępstwem. | Hazard może uzależniać. BEM to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych grozi konsekwencjami prawnymi.
Celta Vigo: I. Villar - H. Mallo, J. Aidoo (46' M. Baeza), J. Murillo, J. Fontán (32' N. Araujo), L. Olaza - G. Veiga Novas (60' Nolito), R. Tapia (74' F. Beltran), D. Suárez - E. Mor (61' S. Mina), I. Aspas
FC Barcelona: Neto - S. Roberto, G. Piqué, C. Lenglet, J. Alba - S. Busquets, F. De Jong, A. Griezmann (45+1' R. Araújo), P. Coutinho (72' Pedri), Ansu Fati (72' Trincão) - L. Messi
Gdy "Blaugrana" po raz ostatni wygrywała na Estadio Balaidos w kwietniu 2015 roku, to Ansu Fati miał nieskończone 13 lat. Wspominam o tym nieprzypadkowo, bo to właśnie wspomniany nastolatek w dużej mierze sprawił, że Barcelona miała w Galicji ułatwioną drogę do osiągnięcia zwycięstwa. Młody Hiszpan wciąż czaruje i zaskakuje cały piłkarski świat, bo to właśnie on wpisał się na listę strzelców jako pierwszy. Młodego skrzydłowego uruchomił ten, który jeszcze kilka tygodni temu był wręcz wypychany z Camp Nou czyli Philippe Coutinho. Obrońcy Celty próbowali jeszcze powstrzymać Fatiego, ale on sobie z tego nic nie robił i strzelił na krótki słupek bramki strzeżonej przez Ivana Villara. O tym, że Barcelona od dłuższego czasu ma problemy w Galicji dobrze pamięta Clément Lenglet i francuski stoper sam postarał się o to, aby "Duma Katalonii" miała dzisiejszego wieczora pod górkę - pod koniec pierwszej połowy ujrzał drugą żółtą kartkę i w konsekwencji wybrał się przedwcześnie pod prysznic.
Cieszę się, że żyje w czasach takich zawodników jak Kylian Mbappe, Ansu Fati czy Tymoteusz Puchacz.#LaZabawa #CHALPO
— Patryk Kłys (@Klysek13) October 1, 2020
Clement Lenglet is sent off for Barcelona and Pique and Messi are NOT happy 😡 pic.twitter.com/gJpaCohxSS
— Goal (@goal) October 1, 2020
Gdy wszyscy trąbią wszem i wobec o tym, że młody Hiszpan urodzony w Gwinei Bissau jest nowym królem Barcelony, to obecny władca klubu przypomniał o swoim istnieniu i przypomniał, że katalońskie królestwo wciąż należy do niego. Mowa oczywiście o Leo Messim, który znacznie przyczynił się do tego, że na początku drugiej połowy zobaczyliśmy drugiego gola dla Barcy. Argentyńczyk w swoim stylu zakręcił obrońcami Celty, chociaż to nie on ostatecznie wpakował piłkę do siatki. Autorem bramki był Lucas Olaza czyli defensor Celty czyli tym samym byliśmy świadkami trafienia samobójczego. W tej sytuacji warto zacytować interesującą statystykę, w której ścigają się tradycyjnie Barcelona oraz Real Madryt. Przyzwyczailiśmy się do tego, że te dwa zespoły walczą o najwyższe cele, ale tym razem jesteśmy świadkami pojedynku z korzystania na bramkach samobójczych. "Duma Katalonii" może być spokojna, bo ich przewaga jest na tyle duża, że nikt ich zbyt szybko nie dogoni.
W sumie to ten Messi po tych stu kilku minutach Barcelony w tym sezonie nie sprawia wrażenia niezbędnego Katalończykom. Fati z Coutinho robią atak cały w zasadzie.
— Tomasz Weinert #KamilaDajeMukęChorobie (@PanTomaszJZW) October 1, 2020
Pewnie Leo jeszcze odpali, ale dawno takiej Barcelony nie widziałem.
Celta giving own goals now smh #CeltaBarça pic.twitter.com/StgFDCSCnP
— M•A•J (@Ultra_Suristic) October 1, 2020
Trzeba przyznać, że na pierwszy rzut oka wydawało się, że Barcelonę czeka trudna przeprawa - niewygodny rywal, ulewa nad Vigo oraz czerwona kartka, którą sędzia pokazał jeszcze przed przerwą. Okazało się jednak, że osłabienie ze strony Lengleta było ogromnym problemem, ale dla Celty. Goście z Barcelony praktycznie ani przez moment nie musieli drżeć o wynik w tym meczu, chociaż raz Neto został uratowany przez poprzeczkę. Liczy się jednak efekt końcowy, a ten jest taki, że w doliczonym czasie gry Sergi Roberto postawił kropkę nad "i" - boczny obrońca w odpowiednim momencie wbiegł w pole karne rywali i uderzył nie do obrony. Tym samym zawodnicy Barcelony przerwali katastrofalną serię meczów bez zwycięstwa w Vigo, która trwała od 5,5 roku. Wydaje się, że w szeregach "Blaugrany" wszystko zmierza we właściwym kierunku, ale przed wicemistrzem Hiszpanii kolejny test dojrzałości - w niedzielę na Camp Nou zamelduje się Sevilla. Najprawdopodobniej Julen Lopetegui już jest zaniepokojony, bo ma właściwie same koszmarne wspomnienia ze starć z Barceloną. Może jedynie delikatnie się uśmiechnąć, jeśli przypomni sobie bezbramkowy remis z połowy czerwca.
Balaidos curse? gimme 10 men and pray for Celta pic.twitter.com/Ko81gE57Rj
— - (@RashJuniorr) October 1, 2020
Drugi mecz, drugie pewne i niezagrożone nawet przez sekundę zwycięstwo. Era Ronalda Koemana zaczyna się zadziwiająco dobrze. 4-2-3-1 daje drużynie stabilizację i pewność. Teraz nawet Busquets wygląda dobrze, a i Messiemu chce się biegać w pressingu. Zobaczymy, ile potrwa sielanka
— Jakub Kręcidło (@J_Krecidlo) October 1, 2020