.jpg)
Ała, to bolało, czyli Manchester City vs Burton Albion w skrócie
Pierwszy mecz półfinałowy Carabao Cup miał zdecydowanego faworyta. Burton Albion przyjechał dzisiaj na egzekucję do Manchesteru. Wszyscy kibice zgromadzeni na stadionie, liczyli na to, że mistrz Anglii pokaże kawał dobrego futbolu i szybko odprawi trzecioligowca do domu. Inny wynik, niż zwycięstwo gospodarzy, byłby ogromną sensacją.
Składy:
- Manchester City: Murić- Zinchenko, Garcia, Otamendi, Walker (75' Danilo)- Silva, Gündogan, De Bruyne (58' Foden)- Sane (67' Silva), Jesus, Mahrez
- Burton Albion: Collins- Hutchinson, Buxton, Turner, Brayford- Fraser (79' Sbarra), Allen (68' Fox), Wallace, Boyce (69' Templeton), Akins- Harness
Pep Guardiola dał odpocząć dzisiaj najlepszym piłkarzom, co nie było jednak zbyt dużym pocieszeniem dla gości. Rezerwowi chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i od razu ruszyli do ataków. Na premierową bramkę nie trzeba było długo czekać, ponieważ już w 5. minucie piłkę do siatki wpakował De Bruyne. Otrzymał on znakomite podanie od Davida Silvy i precyzyjnym strzałem głową pokonał bramkarza. Maszyna powoli się rozpędzała, a taktyka gości polegała na tym, aby wyekspediować piłkę, jak najdalej od własnego pola karnego. Wychodziło im to całkiem nieźle, bowiem kolejnego gola stracili dopiero w 30. minucie. Po pięknym podaniu Gündogana, Sane znalazł się sam na sam z Collinsem. Bramkarz wyszedł zwycięsko z tego pojedynku, jednak nie mógł już nic poradzić na dobitkę Gabriela Jesusa. Bramkarz trzecioligowca był bez wątpienia najbardziej zapracowanym graczem na boisku. Dwie minuty po drugim trafieniu, przyszedł czas na kolejne. Akcja, po której piłka wpadła do siatki, była majstersztykiem w wykonaniu podopiecznych Pepa Guardioli. Gündogan doskonale odnalazł w polu karnym Davida Silvę, ten odegrał do brazylijskiego snajpera, a futbolówka, po odbiciu od słupka, zatrzepotała w siatce. Nawet sędziowie VAR, sprawdzający, czy był spalony, nie pomogli przyjezdnym w tej sytuacji. W 37. minucie mieliśmy już 4:0. Zinchenko chciał dośrodkowywać z lewej strony boiska, jednak wyszedł z tego całkiem niezły strzał i piłka wpadła za kołnierz Bradleya Collinsa. Był to ostatni akcent pierwszej połowy, koszmarnej dla piłkarzy Burtonu Albion, ale za to jakże radosnej dla wszystkich fanów "The Citizens". Po przerwie miała nastąpić dalsza część egzekucji.
Goście chcieli pokazać, że walczą do końca i nie panikują, wymieniając kilka dokładnych podań. Niestety po 12 minutach od rozpoczęcia drugiej części spotkania, stracili oni kolejną bramkę. Hat-tricka ustrzelił Gabriel Jesus, który doskonale odnalazł się w polu karnym i wykorzystał dokładne podanie Mahreza, głową kierując piłkę do siatki. W przypadku ekipy z trzeciej ligi, nie istniało pojęcie "defensywa". Autorem szóstego trafienia został w 62. minucie Phil Foden, który chwilę wcześniej pojawił się na murawie. Collins po raz kolejny udowodnił, że jest najlepszym zawodnikiem w swoim zespole, wychodząc zwycięsko z pojedynku sam na sam z Jesusem. Na jego nieszczęście, wybitą piłkę, do pustej bramki, skierował rezerwowy Manchesteru. Goście wznowili grę i trzy minuty później przegrywali 0:7. Sane zagrał przeszywające podanie do brazylijskiego napastnika, a on z najbliższej odległości, trafił po raz czwarty w dzisiejszym meczu. Gospodarze nie zamierzali zwalniać tempa i raz po raz bombardowali bramkę rywala. Autorem ósmego trafienia, w 70. minucie, został Kyle Walker. Podopieczni Pepa Guardioli po raz kolejny rozklepali zawodników trzecioligowca. Angielski defensor, któremu nudziło się już na obronie, zapędził się pod pole karne i mocnym strzałem pokonał bramkarza. Dwucyfrowa wygrana zbliżała się wielkimi krokami.
Najbardziej w tym meczu szkoda mi było bramkarza gości, Bradleya Collinsa. Starał się, jak mógł i to głównie, dzięki jego wysiłkom, "The Citizens" nie prowadzili jeszcze wyżej w tym spotkaniu. Riyad Mahrez nie miał dla niego litości i w 83. minucie wpakował mu dziewiątą bramkę. Najpierw jego strzał został zablokowany, jednak dobitka przyniosła zamierzony wcześniej efekt. Wszyscy kibice czekali na gola numer dziesięć, jednak tym razem musieli obejść się smakiem. 9:0 to ostateczny wynik tej rywalizacji. Rewanżowe spotkanie zostanie rozegrane 23 stycznia.