
Powrót na europejskie salony - podsumowanie ostatniej kolejki LaLiga
Po wielu, długich miesiącach dobrnęliśmy do końca. Zakończyliśmy jeden z najbardziej zakręconych sezonów ligi hiszpańskiej od wielu lat. Co prawda mistrz od wielu tygodni był praktycznie znany i niezagrożony, to bardzo wiele działo się za jego plecami. A jak wyglądała sytuacja podczas 38. kolejki LaLiga? Czas się przekonać.
To będzie wyjątkowy tekst, bo nie przeczytacie tutaj opisu wszystkich meczów. W ten weekend nasza redakcja uważnie przyglądała się meczom Realu Madryt, Barcelony oraz dwóch zespołów walczących o miejsce w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów – Getafe oraz Valencii. Czas zaprosić Was na tekst o rywalizacji Getafe z Villarrealem, Valencii z Realem Valladolid, Realu Madryt z Realem Betis, a także FC Barcelony z Eibarem – Pierwsze rozstrzygnięcia w LaLiga - Valencia w Lidze Mistrzów oraz Lekka gorycz gigantów - ostatnia niedziela w Hiszpanii
Levante UD 2:2 Atletico Madryt
Erick Cabaco 6’, Roger Marti 36’ – Rodri 68’, Sergio Camello 79’
Walencja, 20 575 widzów
Ostatni mecz sezonu bardzo często sprzyja eksperymentowaniu z wyjściowym składem. Diego Simeone akurat podjął decyzję o ledwie jednej roszadzie w podstawowej jedenastce – Adan strzegł bramki Atleti. Większy eksperyment zanotowano na ławce rezerwowych Atleti, gdzie najbardziej doświadczonymi zawodnikami byli Santiago Arias oraz Vitolo. W pierwszej połowie goście z Madrytu wyglądali, jakby występowali ze sobą po raz pierwszy. Dowodem na to jest fatalny błąd Thomasa Parteya, który po prostu sprezentował drugiego gola dla Levante. Sytuację utrudnił Angel Correa, który przedwcześnie opuścił boisko z powodu czerwonej kartki i tym sposobem osłabił swój zespół. „Rojiblancos” nie za bardzo się tym przejęli, tylko wzięli się do roboty na poważnie. W przeciągu dziesięciu minut Atletico doprowadziło do remisu. To spotkanie do końca życia zapamięta Sergio Camello, 18-letni napastnik Atletico. Wszedł na boisko po przerwie i zanotował debiutanckie trafienie. Biorąc pod uwagę nadchodzące zmiany w kadrze, wychowanek Atletico być może będzie dostawał szansę w kolejnym sezonie.
Sevilla FC 2:0 Athletic Club
Wissam Ben Yedder 44’, Munir El Haddadi 90+2’
Sewilla, 28 060 widzów
Oba zespoły jeszcze o coś walczyły – gospodarze dawali sobie jeszcze iluzoryczne nadzieję na występ w Lidze Mistrzów (Sevilla nie była zależna wyłącznie od siebie), a zespół z Bilbao potrzebował punktów do tego, by zapewnić sobie awans do Ligi Europy. Uprzedzając fakty – żaden z zespołów nie osiągnął zamierzonego celu. Andaluzyjczycy ani przez moment nie pozostawiali złudzeń, kto w sobotnie popołudnie był lepszy. Dominowali od pierwszej do ostatniej sekundy. Tylko przez chwilę drżeli o wynik spotkania, gdy Inigo Martinez trafił w poprzeczkę. Trzeba jednak przyznać, że Sevilla wyprowadziła po tej akcji świetny kontratak i przy okazji skorzystali z głupiego zachowania Iago Herrerina. Bask za bardzo napatrzył się na niezapomniane poczynania Manuela Neuera, ale jednocześnie zapomniał o tym, że Neuer jest tylko jeden.
Marca MUNIR el tanto que deja al ATHLETIC SIN EUROPA LEAGUE. Salió Iago Herrerín a la desesperada y el Sevilla hizo el resto. Minuto 93. #LaLiga
— El Chiringuito TV (@elchiringuitotv) 18 maja 2019
Sevilla 2-0 Athletic pic.twitter.com/rpIUzETlAV
RCD Espanyol 2:0 Real Sociedad
Roberto Rosales 58’, Wu Lei 65’
Barcelona, 26 568 widzów
W stolicy Katalonii obserwowaliśmy bezpośredni pojedynek o jedno z miejsc w Lidze Europy. Przez całe spotkanie bardziej konkretny był Espanyol, ale piłkarze gospodarzy musieli bardzo długo czekać na potwierdzenie przewagi. Prawdziwą perełką było pierwsze trafienie autorstwa Roberto Rosalesa, który popisał się fenomenalny strzałem zza pola karnego. Wynik ustalił Chińczyk, Wu Lei i to gospodarze mogli cieszyć się z powrotu na europejską scenę po 13 latach przerwy. Po wielu latach ta część Barcelony związana z „Papużkami” w końcu może poczuć się zauważalna.
Dear, @EuropaLeague!
— RCD Espanyol de Barcelona (@RCDEspanyol) 18 maja 2019
We're coming! 😃👋🇪🇺⚽️#RCDE | #Volem | #EspanyoldeBarcelona pic.twitter.com/jwaQKY4FOC
SD Huesca 2:1 CD Leganes
Martin Mantovani 55’, 83’ – Martin Mantovani 39’ (sam.)
Huesca, 5 575 widzów
O tym spotkaniu zapomnielibyśmy bardzo szybko, gdyby nie wyczyn jednego zawodnika gospodarzy. Martin Mantovani był odpowiedzialny za wszystkie bramki, które mogliśmy zaobserwować podczas zmagań na stadionie w Huesce. To wygląda jeszcze bardziej imponująco, gdy dodamy do tego fakt, że Martin Mantovani to spotkanie rozpoczął na ławce rezerwowych, a na boisku pojawił się już po pół godzinie gry. Beniaminek godnie pożegnał się z najwyższą klasą rozgrywkową w Hiszpanii.
RC Celta 2:2 Rayo Vallecano
Iago Aspas 82’ (k), 90+2’ – Adrian Embarba 29’ (k), Alvaro Medran 71’
Vigo, 21 607 widzów
Kolejny mecz Celty i kolejny raz dowód na to, że marny los czeka ten zespół, gdy w końcu zabraknie Iago Aspasa. Reprezentant Hiszpanii ponownie okazał się nie do zastąpienia, bo to on odpowiadał za oba gole w wykonaniu gospodarzy. Gdyby nie Aspas, Rayo wzięłoby przykład z Hueski i również zakończyłoby ten sezon zwycięstwem. Niestety dla gości, zabrakło dosłownie kilkunastu sekund…
A statue of Iago Aspas should be built by Celta Vigo. Man could have gone to China in January to earn £7M a year. But he recovered from his injury and saved Celta from relegation. pic.twitter.com/EfCsu5549B
— Mazi Marvin the Paranoid Android (@Boboye_Ak) 18 maja 2019
Deportivo Alaves 2:1 Girona FC
Mubarak Wakaso 40’, Jonathan Calleri 83’ – Portu 86’
Vitoria, 11 549 widzów
Nadal nie dociera do mnie to, że Girona pożegnała się z LaLiga. Wystarczy jednak na spokojnie rzucić okiem na wyniki z tego roku i to zaskoczenie mija. Podopieczni Eusebio Sacristiana w tym roku wygrali zaledwie cztery mecze ligowe i nawet ostatnie spotkanie w lidze zakończyło się porażką. Defensywa Girony pozwalała gospodarzom na bardzo wiele i tylko szczęśliwe zrządzenie losu spowodowało, że goście przegrali różnicą zaledwie jednego gola. Deportivo Alaves czuło się niezwykle pewnie w polu karnym rywali i to do tego stopnia, że momentami robili, co tylko chcieli. Spadkowiczowi pozostał na otarcie łez gol Portu, bo na nic więcej nie było stać Girony.